Image Alt

2022 Turcja

Polska - Słowacja - Węgry - Serbia - Bułgaria - Turcja

Kapadocja na UAZach – czyli jak zrobić offroad na planie filmowym z „Gwiezdnych Wojen”

Na rok 2022 zaplanowaliśmy kolejną wyprawę, czyli kolejny pomysł, który postanowiliśmy zrealizować. Jednak, w porównaniu do wcześniejszych ekspedycji, ten nie plan wcale nie był najgorszy. Znaliśmy już trochę Turcję, nasze dzielne auta trochę kilometrów po północnej jej części już przejechały, zwłaszcza wybrzeżem. Tym razem postanowiliśmy udać się bardziej w kierunku centrum kraju, a więc do Kapadocji i na turecką riwierę. Przecież można tam polecieć samolotem, pojechać normalnym samochodem, albo po prostu zostać w domu. Ale nie. To nie my.

Wyruszyliśmy w piątek 05.08. Pierwsze godziny jak zawsze są optymistyczne. Samochody jadą, załoga żartuje. Nawigacja pokazuje tysiące kilometrów. Jest milusio, ale wszyscy wiedzą, że za kilka dni będziemy pachnieć kurzem i potem, spać w dziwnych miejscach i pić „herbatę” z ludźmi poznanymi 30 sekund wcześniej. Ale na razie jest dobrze. UAZ-y jadą, a to już jest sukces.

Pierwszy nocleg klasycznie już u ciotek w Knurowie. Przejechaliśmy cały kraj, zasłużyliśmy na odpoczynek.

Kolejny przystanek to piękne i spokojne miasto nad Dunajem, czyli Nowy Sad w Serbii, gdzie dojeżdżamy po 22 godzinach w trasie. Idealne miejsce, żeby człowiek zrozumiał jedną rzecz: my dopiero się rozgrzewamy. Parkujemy UAZ-y i natychmiast pojawia się klasyczna scena wyprawowa: ktoś robi zdjęcia, ktoś szuka jedzenia, ktoś sprawdza czy coś z auta nie odpadło. Na szczęście jeszcze nie. Im dalej na południe, to robi się też coraz cieplej, ale na szczęście UAZ ma kilka trybów klimatyzacji – zależy które okna zdemontujemy. Po nocy spędzonej w centrum żegnamy Serbie i dalej w drogę

Przed nami kolejny długi odcinek. Po 27 godzinach 54 minutach 22 sekundach wylądowaliśmy naszymi teleportami w Istambule lub Stambule, jak kto woli. Od Nowego Sadu zrobiliśmy 1069 km z małymi przerwami na spanko i siusiu. Dzisiaj i jutro balujemy na miejscu. Nie da się ukryć, że prowadzenie naszych bolidów po krętych i wąskich uliczkach centrum to jazda o życie. A sam wjazd do Turcji to więcej słońca, więcej kurzu, więcej herbaty. Dużo więcej herbaty. Dzień był baaaardzo intensywny! Całodniowe zwiedzanko, buszowanie po bazarze, kąpanko, odwiedzanie świątyni, jedzonko, muzeum, pływanie promem... Co tu dużo mówić. W tym wielkim mieście zostajemy na kolejną noc.

Opuszczamy Konstantynopol i obieramy kierunek na Kapadocję. Udało się. Jesteśmy! A Kapadocja?

Miejsce, które wygląda tak, jakby wulkan miał fantazję, wiatr miał dużo czasu, a geologia postanowiła zrobić projekt artystyczny - kominy skalne, doliny, formacje jak z innej planety. Nasze uazy dość ładnie się wkomponowały w tę scenografię. Robimy spanko a w miejscu z którego można podziwiać balonowy spektakl, dlatego pobudka już o 5 rano ponieważ około tej godziny już one startują. Są ich dziesiątki, może setki. Niebo wygląda jak sklep z lampionami po eksplozji kolorów. A my wiernie przy naszych maszynach podziwiamy, bo widok jest naprawdę niesamowity. Jednak po jakimś czasie „Dobra, gdzie jedziemy dalej?” Bo jak wiadomo najlepszy widok zawsze jest za następną górą.

No i dojeżdżamy do Üçkoz Yaylasi, gdzie śpimy na wysokości 1618 m.n.p.m w hotelu milion gwiazdkowym.

Dalsza część wyprawy to już zmiana klimatu. Po dniach jazdy w kurzu i górach docieramy na Riwierę Turecką.I nagle wszystko wygląda inaczej. Zamiast kamieni i kanionów zachwycamy się turkusowym morzem, palmami i plażami jak z katalogu wakacyjnego. Zjeżdżamy, a turyści patrzą na nasze obładowane, umorusane i już lekko zmęczone auta jak na radziecką wersję klocków LEGO, bo tak wyglądają między wypożyczonymi skuterami i nowymi SUV-ami. Chwila odpoczynku, kąpiel w morzu, dobre jedzonko.. mhmm relaks. Nasze podróże też mogą być trochę wakacjami.

Dobrze, że udało się naładować baterie bo podróż powrotna to już wyścig z czasem.

Dołącz do nas

obserwuj #nauazach

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit sed.

Obserwuj nas