Złombol 2016

ale o fso poldzi? - Tczew

We wrześniu 2016 roku mieliśmy przyjemność wzięcia udziału w największym w Europie rajdzie charytatywnym Złombol. To cykliczna impreza mająca na celu wsparcie dzieci ze śląskich domów dziecka poprzez organizowanie przejazdów autami z czasów PRL do różnych zakątków Europy i nie tylko. W rajdzie mogą wziąć udział tylko samochody komunistycznej i postkomunistycznej koncepcji i produkcji. Warunkiem uczestnictwa jest pozyskanie od darczyńców kwoty ponad 1500 zł na każdą ekipę. Darczyńcy w zamian za wsparcie otrzymują powierzchnię reklamową na aucie uczestników. W 2016 roku tczewska ekipa ale o fso poldzi? była pierwszą z tego miasta i mimo debiutu w tego typu akcji zebrała sporą sumę ponad 5000 zł, a łącznie zebrano ponad 1 000 000 zł.

Tegoroczna, jubileuszowa X edycja była wyjątkowa. Po przejechaniu pierwszego etapu trasy, którego punktem docelowym była plaża w San Vito Lo Capo (100km na zachód od Palermo), po raz pierwszy złombolowe auta miały dostać
się na afrykańską ziemię – do Tunisu. Z informacji, które posiadamy, tylko nieliczni zdecydowali się na tę ekstremalną przeprawę promową do Tunezji (ok. 15 ekip spośród 510 startujących). Ale zacznijmy od początku…

Tak jak sobie wcześniej zaplanowaliśmy, do Katowic wyruszyliśmy w sobotę 24.09 w godzinach porannych. Zmierzając w kierunku Górnego Śląska spotykaliśmy już na trasie wiele złombolowych załóg, które postanowiły dotrzeć pod Spodek dzień wcześniej, aby móc tam jeszcze spokojnie wypocząć przed oficjalnym startem.
Na jednym z początkowych postojów poczekaliśmy na ekipę z sąsiedniego Malborka, która podobnie jak my jechała Polonezem. Tego dnia resztę trasy przemierzamy spokojnie i w Katowicach meldujemy się około godziny 19. Pod Spodkiem zgłaszamy swoje przybycie, odbieramy naklejki startowe i udajemy się na nocleg do pobliskiego hostelu. Nazajutrz rozpoczyna się oficjalna część wyprawy…

Dzień 1

niedziela 25.09 - START

Pod Katowicki Spodek, skąd miał miejsce uroczysty start, przybywamy ok. godz. 9. Zabieramy się za przyklejanie numerów startowych oraz naklejek organizatora, jeszcze raz dokładnie sprawdzamy przygotowanie auta do trasy i zapoznajemy
się z innymi ekipami, podziwiając ich przeróżne, piękne auta. Do godziny 12, kiedy to mieliśmy wyruszyć pozostawało co raz mniej czasu, a my co chwilę zmienialiśmy koncepcję podróży. Po naradzie z ekipą Pomylonez, którą mieliśmy okazję poznać kilka miesięcy wcześniej na zlocie Polonezów, na 10 minut przed startem postanawiamy, że pojedziemy z Nimi w kierunku Wenecji, jednocześnie porzucając pomysł podróży nad Balaton na Węgrzech. W związku z tym, na pierwszy rzut mieliśmy do pokonania niemal 1000km. Na postojach, w trakcie tankowania paliwa
i rozprostowywania nóg poznajemy mnóstwo innych załóg. Po przejechaniu Czech,
i Austrii, pod Wenecję docieramy poniedziałkowym porankiem ok. godz. 4. Tę noc
(3 godzinną) spędzamy w samochodzie w towarzystwie kilku innych zmęczonych drużyn.

Dzień 2

poniedziałek 26.09

Po krótkiej drzemce i szybkim śniadaniu uznaliśmy, że jedziemy rozbić obóz na pobliskie pole namiotowe w Lido di Jesolo. Spędziliśmy tam dobę korzystając z uroków pięknej pogody, ciepłej wody Morza Adriatyckiego oraz obecności sympatycznych towarzyszy podróży.

Dzień 3

wtorek 27.09

Silną grupą postanawiamy opuścić bardzo ładny i ogromny ośrodek, podczepiamy się pod zespół 3 polonezów i w kolumnie 4 wyruszamy w kierunku San Marino.
Po dotarciu w najwyższe rejony tego małego państewka, spacerujemy i zachwycamy się widokami, poczym na parkingu przyrządzamy zdrowy i pyszny posiłek ze słoika. Dalej udajemy się w kierunku Rzymu, gdzie późnym wieczorem rozbijamy obóz nad historycznym miastem. Tego dnia przejechaliśmy około 650km.

Dzień 4

środa 28.09

Na ten dzień zaplanowaliśmy udać się do Neapolu i sięgnąć trochę historii. Pisząc o historii mamy na myśli oczywiście pizzę, bowiem właśnie w tym mieście powstała pierwsza na świecie pizzeria ☺ niestety rzeczywistość okazała się dla nas zbyt brutalna i w trosce o swoje limuzyny, a także zdrowie i bezpieczeństwo postanowiliśmy opuścić to miasto. Nie obyło się bez zgubienia reszty ekip, na szczęście dzięki nawigacji oraz CB radiu jakoś się odnaleźliśmy. Komunikacja i ruch drogowy w tym mieście to jeden wielki chaos, harmider i bałagan! Totalna samowolka, pierwszeństwo na drodze ma ten, komu bardziej na nim zależy.. cyrk na kółkach. Na szczęści żadnej z naszych załóg nic przykrego się nie przytrafiło. Zatem jedziemy dalej w kierunku Sycylii, cały czas podziwiając i rejestrując wszystkie piękne krajobrazy. Docieramy do Villaggio Camping La Scogliera po przejechaniu kolejnych 650km. Wybór tego miejsca okazał się strzałem w „10”. Cudowna plaża i niemal przezroczysta woda Morza Tyrreńskiego pozwoliła obserwować lokalną faunę i florę.

Dzień 5

czwartek 29.09 – META

Po obfitym śniadaniu z żalem opuszczamy miejsce pobytu i naładowani energią ruszamy w kierunku San Vito Lo Capo, gdzie na ten dzień zaplanowane było zakończeniu pierwszego etapu rajdu. Po przepłynięciu promem Cieśniny Mesyńskiej, docieramy na Sycylią i przemierzamy tę największą na Morzu Śródziemnym wyspę jej północnym wybrzeżem. Podróż ta (jak później się okazało, że nie jedyna) dostarczyła nam wiele satysfakcji z możliwości podziwiania jednocześnie pięknych pasm górskich jak i morskich plaż i wybrzeży. Po przejechaniu ok. 450km docieramy w wyznaczone miejsce i udaje nam się znaleźć pole na rozbicie namiotów. Niestety ekipy przybywające później już nie miały tyle szczęścia, kemping został przepełniony. Tego wieczora złombolowa rodzina opanowała całe miasteczko wraz z plażą. Wszędzie dookoła widać było radosnych i świętujących polaków, a nierzadko nawet lokalne społeczeństwo przyłączało się do wspólnej zabawy, która trwała do rana.

Dzień 6

piątek 30.09

Zostajemy w San Vito Lo Capo na kolejną dobę, odpoczywając trochę od ciągłej jazdy samochodem. W ciągu dnia spacerujemy, plażujemy, po prostu odpoczywamy. Wieczorem ustalaliśmy plan na dalszą podróż – bezskutecznie.

Dzień 7

sobota 31.09

Przy śniadaniu wracamy do tematu kolejnego przystanku podróży. Pomysłów było wiele, począwszy od odcinka specjalnego całego rajdu – Tunezji, przez Grecję, Włochy i Albanię. Po burzliwej naradzie wszyscy z naszego grona i naszych przyjaciół zgodzili się udać w kierunku Albanii. Niestety przez względy finansowe musieliśmy odpuścić wycieczkę do Tunisu. Tego dnia wystartowaliśmy z zamiarem zwiedzenia miasteczka Corleone, a następnie udania się w kierunku wulkanu Etna. Wszystko poszło zgodnie z planem, a samo zobaczenie Corleone to jak podróż w czasie o jakieś 100 lat wstecz. Fantastyczny klimat, serdeczni ludzi i tylko starodawna architektura, bez nowoczesnego budownictwa. Następnie udajemy się w okolice Katanii, gdzie u podnóża Etny rozkładamy namioty. Tego dnia przejechaliśmy skromne 370km.

Dzień 8

niedziela 01.10

Porankiem wznawiamy temat kierunku, którym będziemy podążać. Ostatecznie decydujemy, że w ciągu dnia wjeżdżamy na wulkan, następnie pędzimy do Bari, gdzie o godzinie 22 wypływa prom w kierunku albańskiego Durres. W pośpiechu zatem spacerujemy po lawach i innych utworach wulkanicznych, podziwiamy widoki z wysokości ok. 2000 m n.p.m. i dostajemy trochę w kość przez silnie wiejący wiatr, przez który trudno było się nawet komunikować między sobą. Zgodnie z planem zdążamy na prom, na który spotykamy kilka innych ekip. Przy rozmowach, śmiechach, grach karcianych oraz pilnowaniu bagażu i załogi mija nam nocna podróż. Noc spędzamy na zewnętrz pokładu, co później odbiło się na zdrowiu niektórych uczestników.

Dzień 9

poniedziałek 02.10

Do Durres przybywamy około 7 rano. Na parkingu niedaleko portu przygotowujemy posiłki i ustalamy dalszy plan. Postanawiamy udać się w kierunku północnym i w miejscowości Shengjin dokonujemy oblężenia hotelu. Cały dzień spędzamy na regeneracji po ciężkiej nocnej podróży oraz relaksowaniu się w tamtejszym basenie.

Dzień 10

wtorek 03.10

Tego dnia dochodzi do pewnego rozłamu. Dwa spośród czterech polonezów, którymi przebyliśmy tysiące kilometrów, z różnych powodów osobistych ich pasażerów, decydują się na powrót do Polski za jednym „strzałem”. My, razem z ekipą Pomyloneza, postanawiamy „odprowadzić” Czerwonego Szerszenia oraz Stragana do Dubrownika, skąd dalej pojechali w stronę domów, a my spędzimy noc. Po drodze przejeżdżamy przez Czarnogórę, gdzie okrążamy Zatokę Kotorską (wspaniałe miejsce). Dalej wzdłuż wybrzeża jedziemy w kierunku Dubrownika, gdzie późnym wieczorem żegnamy się z kolegami, życząc im szerokiej drogi. Tego dnia dokładamy kolejne 250km do naszego licznika.

Dzień 11

środa 4.10

Ten dzień poświęcamy na spokojne zwiedzanie miasta, robienie pamiątkowych zdjęć oraz poszukiwania poczty (najwyższy czas wysłać kartki najbliższym). Pojechaliśmy także do pobliskiego Kupari, gdzie znajduje się kompleks hoteli zdewastowanych w czasie wojny domowej rozpętanej w 1991 roku (tzw. Zatoka umarłych hoteli). W planach mieliśmy także wspiąć się na szczyt góry i stamtąd podziwiać zachód słońca nad Dubrownikiem, co finalnie udało się tylko dwojgu uczestnikom. Pozostali przygotowywali ciepły posiłek dla podróżników.

Dzień 12

czwartek 5.10

Podejmujemy trudną decyzję, po 12 dniach spędzonych razem rozstajemy się z ekipą Pomyloneza. Opuszczamy przepiękną Chorwację i przez Słowenię docieramy do Wiednia, gdzie zaczynamy przyzwyczajać się do panującej na północy Europy pogody. Pierwotny pomysł był taki, aby udać się od razu do Tczewa, natomiast sama podróż do miasta Mozarta wyniosła blisko 1000km. W Austrii meldujemy się około godziny 23 i noc spędzamy w rodzinnych kątach Natalii.

Dzień 13

piątek 6.10

Dzięki uprzejmości Emilii – Natalii kuzynki – zostaje oprowadzeni po mieście i zwiedzamy stolicę Austrii. Międzyczasie dochodzimy do wniosku, że najlepiej będzie wracać do Tczewa nocą. Tym sposobem po kolacji, około godziny 21 wyruszamy w kierunku domu i po przejechaniu kolejnych 900km docieramy do rodzinnego miasta w sobotę o godzinie 6 rano.

a najlepsze zostawiliśmy na koniec!

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit sed.

Obserwuj nas